Julius Ertlthaler po #WISRCZ: Na tym stadionie nigdy nie wiadomo, co wydarzy się aż do ostatniej minuty
Damian Urbaniec
Julius Ertlthaler o pierwszej bramce w Ekstraklasie, nowej umowie z Wisłą, emocjach przy Reymonta oraz przygotowaniach do meczu z Lechem Poznań.
Niedawno przedłużyłeś kontrakt z Wisłą Kraków, a dziś dołożyłeś do tego pierwsze trafienie w tym sezonie. Jak odbierasz ostatnie wydarzenia w swojej karierze?
Myślę, że wszystko wydarzyło się w idealnym momencie. Jestem bardzo szczęśliwy, że zostaję w tym fantastycznym klubie na kolejne lata. Cieszę się również, że udało mi się zdobyć pierwszą bramkę w tym sezonie.
Jak z Twojej perspektywy wyglądała dzisiejsza gra Wisły? Które fragmenty spotkania oceniasz najlepiej, a nad czym zespół powinien jeszcze popracować?
Uważam, że rozpoczęliśmy bardzo dobrze i kontrolowaliśmy spotkanie mniej więcej do momentu zdobycia pierwszej bramki. Później przestaliśmy grać w piłkę, traciliśmy zbyt wiele futbolówek i pozwoliliśmy Rakowowi wrócić do gry.
Musimy to wyeliminować i nauczyć się szybciej zamykać takie spotkania, na przykład zdobywając drugą bramkę. Na tym stadionie jednak nigdy nie wiadomo, co wydarzy się aż do ostatniej minuty.
Zarówno w starciu ze Śląskiem, jak i dzisiaj, Wisła stworzyła zagrożenie dzięki podaniom w pole karne. Jak wiele uwagi poświęcacie na treningach doskonaleniu takich rozwiązań?
Oczywiście bardzo dużo nad tym pracujemy. Ćwiczymy stałe fragmenty gry i różne sposoby zdobywania bramek. Wiedzieliśmy również, że będziemy mieć swoje okazje po przejściu z obrony do ataku.
To także był jeden z elementów, nad którymi pracowaliśmy w tym tygodniu.
Przed Wami wyjazd do Poznania na spotkanie z Lechem. Wisła wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo poza własnym stadionem w tym sezonie. Jak podchodzicie do tego wyzwania?
Myślę, że nadszedł czas, aby zdobyć trzy punkty na wyjeździe. Wiemy, że czeka nas trudne spotkanie, ponieważ Lech jest bardzo dobrą drużyną, co wszyscy w tej lidze doskonale wiedzą. Nie boimy się jednak tego rywala. Damy z siebie wszystko, żeby wywieźć punkty z Poznania.
Patrząc na całe spotkanie, można odnieść wrażenie, że Wisła miała je pod kontrolą, lecz w pewnym momencie oddała inicjatywę Rakowowi. Jak Ty tłumaczysz tę zmianę obrazu gry?
Myślę, że rozegraliśmy naprawdę dobre spotkanie. Kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku i zdobyliśmy pierwszą bramkę. Później jednak straciliśmy kontrolę i szczerze mówiąc, nie wiem dokładnie dlaczego.
Traciliśmy za dużo piłek i nie graliśmy już tak, jak potrafimy. W takich meczach musimy dążyć do zdobycia drugiej bramki, żeby wcześniej rozstrzygać losy rywalizacji.
Pokazaliśmy jednak, że potrafimy walczyć i strzelać gole do samego końca. Przy wsparciu naszych kibiców jesteśmy w stanie tego dokonywać.
Dzisiejsze trafienie było Twoją pierwszą bramką w Ekstraklasie. Jakie emocje towarzyszą Ci po osiągnięciu tego indywidualnego celu?
Oczywiście dla mnie osobiście jest to bardzo przyjemny moment. Jednak zawsze najważniejsza pozostaje drużyna i zdobycie trzech punktów. To jest dla mnie priorytet.
Końcówka spotkania dostarczyła kibicom ogromnych emocji, a zwycięstwo przyszło niemal w ostatniej chwili. Jak zapamiętasz atmosferę panującą na stadionie w tych minutach?
To było spektakularne. Myślę, że każdy, kto był dzisiaj na stadionie, czuł tę energię aż do ostatniego momentu. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mogliśmy podarować naszym kibicom taką chwilę radości.
W najbliższym czasie czekają Was dwa wymagające spotkania: najpierw z Lechem Poznań, a następnie derby Krakowa z Cracovią. Jak zamierzacie przygotować się do tych wyzwań?
Przede wszystkim nie myślimy jeszcze o Cracovii, ponieważ wiemy, że najpierw czeka nas trudny mecz wyjazdowy.
Chcemy zdobyć pierwsze trzy punkty poza własnym stadionem, tak jak zamierzamy walczyć o zwycięstwo w każdym spotkaniu. W tym tygodniu skupimy się wyłącznie na Lechu Poznań, a o Cracovii zaczniemy myśleć dopiero po meczu w Poznaniu.
Przy akcji bramkowej otrzymałeś znakomite podanie od Juliana. Czy zagrania za linię obrony Rakowa były elementem przygotowanego wcześniej planu taktycznego, czy ta sytuacja wyniknęła ze spontanicznej decyzji na boisku?
Nie, to nie był przypadek. Wiedzieliśmy, że szczególnie w momentach przejścia z obrony do ataku będziemy mogli stworzyć sobie okazje.
Trener ponownie zwrócił nam na to uwagę w przerwie meczu. Mieliśmy koncentrować się na szybkich przejściach do ofensywy i przy naszej pierwszej bramce ten plan zadziałał perfekcyjnie.
Julius Ertlthaler po #WISRCZ: Na tym stadionie nigdy nie wiadomo, co wydarzy się aż do ostatniej minuty